Żyć w trzeźwości. Czym jest?

Życie w trzeźwości kojarzy nam się z wolnością od uzależnień. Tak rozumiane jest jak rezygnacja ze środków przeciwbólowych, gdy toczy nas niewyobrażalny ból świadomości, że system jaki nas otacza zabija wszystko co jest najpiękniejsze w nas samych. Zabija osobistego Anioła Stróża. System na który od lat zgodzili się nasi przodkowie, jest kontrolowany przez posłańców unifikacji, strażników czystości wiary, etyki, norm moralnych, prawa, konstytucji. Ucz się, módl się, kupuj więcej, zarabiaj więcej, bądź przywódcą, bądź żołnierzem, bądź kreatywny, zetnij długie włosy, zdejmij kolorową sukienkę, no jak się ubrałeś, jedź szybciej, stój jak ja jadę, … nie patrz mi w oczy, … bo znajdziesz w nich moją trzeźwość. To boli.

Rodzimy się jako ludzie wolni, w trzeźwości. Oczy dziecka nie kłamią, wyrażają to co ono naprawdę czuje. Niczym zwierzęta posiadamy jedynie instynkt. Jesteśmy wyposażeni w intuicję, ideały i wiarę, że to co robimy jest słuszne i dobre. Wraz z dorastaniem wszyscy dookoła wiedzą lepiej co mamy robić. Zmieniają nas. Narzucają stereotypy, które są nam obce. Mają one na celu dostosować nasze postępowanie do oczekiwań otoczenia. Byśmy byli bezrozumną masą jak żołnierze w rękach umysłowo chorego dowódcy.

Pierwsze pranie naszego mózgu dokonują nasi rodzice. Wciskają nam smoczek byśmy nie płakali. Dają smartfona byśmy gapili się w durne bajki. Sadzają przed telewizorem byśmy nie pętali się po domu „dając żyć innym”.

Potem „zwiedza” nas rodzina i znajomi rodziców. Głaszczą po głowie, szturchają po boczkach i miziają po całym ciele. Jaki on ładny, jaki śliczniutki, „tfu, tfu żeby nie zauroczyć”. Pojawia się pierwsza ocena i zarazem wyrok: „do kogo ono jest podobne?” . Walnęlibyśmy im wykład, że „z pewnością do siebie”, ale ONI już wiedzą lepiej .

Więc kształtują nas na ich obraz i podobieństwo do znudzenia przelewając w nas swoje frustracje i niespełnione marzenia. Bądź syneczku księdzem, lekarzem, adwokatem, muzykiem, politykiem i Bóg wie kim jeszcze, bo tatuś, czy mamusia nie mogli nimi zostać…

Z takim bagażem niespełnionych marzeń rodziców trafiamy do ludzi, którzy mają nas społecznie kształtować. Przedszkole, szkoła, kościół, studia, kariera zawodowa. Nauczyciel mówi bądź cicho, w kościele klep paciorki, koledzy mówią – nie wyróżniaj się, w pracy mówią: tyraj do upadłego.

Bierzesz amfę by wkuć na pamięć formułki prawnicze, nie jesz przez tydzień by przeżyć bez wymiotów ćwiczenia w prosektorium, faszerujesz się kawą by wiernie odegrać zapisaną przez nich partyturę. Żadnych wirtuozowskich fanaberii. Na solówki przyjdzie czas.

Chodź kochanie i zagraj cioci co ćwiczyłaś ostatnio. Ciocia chciałaby twojemu kuzynowi też kupić jakiś instrument by nauczył się grać tak pięknie jak ty”. Jego też już tresują! Nie ma najmniejszego pojęcia o gamie i ma kompletny brak słuchu, ale ciągną go do fletu, bo tak ładnie wyglądają fleciści. Instrument w ogóle nie zasłania im twarzy(!), a przecież to takie śliczne dziecię.

– Mamo skoro ćwiczę, to pewnie jeszcze nie jestem gotowa! Chcesz tak odpowiedzieć, ale zaraz ciocia zrobi z ciebie niedorajdę życiową więc łapiesz smyczek i skrzypki, idziesz do salonu i rzępolisz co wytrenowałaś przez ostatni miesiąc”. Luther grał na flecie! Komentuje ciotka twój występ i już masz jej dość na pół roku, a mamę tylko na kilka tygodni.

– Jak tam twoje studia prawnicze synku? Tatuś już odkłada pieniążki na twoją aplikację. To ponad 100 tyś złotych, ale ty przecież pomożesz kiedyś tatusiowi w interesach, jak będzie miał problemy. Prawda? Apropo mam teraz taki problem …” Biorę kolejną amfę, wertuję przepisy podatkowe i kombinuję jak wyprowadzić firmę ojca na prostą, bo księgowy nie znalazł sposobu jak oszukać państwo. Dura lex sed lex, no ale nie dotyczy to tatunia, który przecież łoży na mnie swoje ciężko skombinowane pieniążki. „- Jak skończysz aplikację to zostaniesz politykiem w Warszawie. Tatuś już inwestuje w twoją przyszłość. Właśnie na kolacje zaprosił znajomego prezesa… Trzeba będzie mu „pożyczyć” trochę pieniędzy, ale taka inwestycja kiedyś się zwróci.” Potem biegniesz na spotkanie rady parafialnej i odpytujesz młodych ludzi z „istoty modlitwy do Boga”. Przecież trzeba udzielać się w kościele. Bez tego nici z kariery politycznej.

Tresują nas wszyscy. Taki system. Chociaż tak naprawdę nas nie znają. Wziąłbyś plecak i poszedł w góry, zrobił kilka zdjęć, napisał o tym wiersz… no, ale to nie jest trendy. W szkole takich wytresowanych jest więcej. Ładujecie więc koks i lecicie samolotem poszaleć na Florydę, czy do Miasta Aniołów – tam, gdzie latają zwycięzcy i ci co wygrywają wyścig szczurów. Wyrastacie na dzieci sukcesu, tym którym się udaje. Oczywiście wspieracie się przy tym tym i owym bo was stać i dobrze jest to widziane w środowisku. Po prostu tak trzeba. Śmiejecie się przy tym, że ci co są w ogonie szczurzego wyścigu też coś biorą, no ale tego byście do ust nie wzięli bo stać was na więcej. Sorry, oni muszą, bo im się nie udało.

Niektórym udaje się zaczepić na małżeństwo. Z musu, czy z zauroczenia łapią tę druga połówkę tak samo wytresowaną przez otoczenie. Po tygodniu lub dwóch orientują się, że ich wybór był po prostu chęcią życia w trzeźwości, tak jak u małego dziecka. Chcą na nowo kierować się w swoich wyborach tylko instynktem, intuicją i miłością. Żyją więc przez jakiś czas w beztrosce na garnuszku u rodziców, no ale potem pojawiają się schody.

Po kilku miesiącach łapią się specjalizacji. Ona zajmuje się obserwacją. Patrzy z zazdrością co mają inni. Szykuje swoje małżeństwo na wyścig jak do marketu w black friday. Łapać jak najwięcej, ile się da, jak najszybciej. Tym samym szykuje gwoździe na mężusia by go ukrzyżować za to, że za mało zarabia. Jemu wydaje się, że ciężko tyra i przynosi dużo srebrników, ale dla niej to za mało, bo ściga się z nim w ich pozbywaniu. Czy uda jej się szybciej wydać, czy jemu więcej przynieść. Łapią zadyszkę więc parę kropel by zasnąć, potem depresja, że jesteśmy nieudacznikami bo inni mają więcej i alibi na odlot gotowe. Ona ma doła, bo nie chce podróbek. On ją przeprasza więc daje prezent. Prezent nietrafiony więc trzeba wymienić. Na karcie debet więc on ma teraz doła.

By uratować związek z receptą przychodzą przyszli dziadkowie. Czekamy na wnuka. Będziecie mieć małą zabaweczkę, odmłodzi was, nada życiu sens.. Bez tego wasz związek nie ma wartości. Przecież trzeba dać światu owoc waszej miłości.

Więc łapiecie swoje 500 plus, wciskacie smoczek nowonarodzonemu, najśliczniejszemu dzieciaczkowi i układacie scenariusz na tresurę by odebrać trzeźwość niepokalanemu poczęciu. Niech cierpi tak jak wy. Przecież tyracie na niego więc niech się bachor uczy by mógł zrealizować to co wam nie było dane. Przecież wy wiecie lepiej od niego co ma robić w życiu aby być szczęśliwym.

Dlatego pytam was, bo właśnie oczekujemy JEGO narodzin, czy potraficie jeszcze żyć w trzeźwości?

Może nie zmieniaj Nowo Narodzonego na swój obraz i podobieństwo, ale naucz się od NIEGO czerpać to co kiedyś ci odebrano.

Udostępnij:
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on Facebook
Facebook
Admin

Written by Admin

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.