Dość powszechna jest opinia o tym, że dzieci są bezpieczne mimo zagrożenia zarażeniem wirusem SARS-CoV-2. Co gorsza mówi się o tym otwarcie, a robią to także przedstawiciele polskiego rządu. Wielu lekarzy-zakaźników ostrzegało we wrześniu, że wysłanie dzieci do szkół od początku roku szkolnego, prosto z wakacji, wywoła niespotykaną skalę wzrostu zachorowań. Miesiąc nauki jaką zafundowali dzieciom rządzący wywołał w październiku i listopadzie lawinowy wzrost nowych przypadków zachorowań na koronawirusa. W efekcie doszło w Polsce do zapaści służby zdrowia i największej śmiertelności w Europie, z którą nie możemy sobie poradzić do dziś (grudzień 2020). Niestety, wszystko wskazuje na to, że to dopiero preludium do tego co nas czeka pod koniec stycznia, w lutym i marcu 2021 roku. Tym bardziej, że premier Morawiecki ponownie grozi otwarciem szkół dla najmłodszych uczniów, i to już dwa tygodnie po nieogłoszonym oficjalnie stanie wojennym w Sylwestra 2020 roku.

 

Covid19, a dzieci

W początkowej fazie pandemii lekarze uspokajali, że zaraza nie dotyczy dzieci. Dzieci się „nie zarażają”, „rzadko przenoszą wirusa na innych”. Były to dość śmiałe opinie, zwłaszcza, że nikt przecież takich badań nigdy nie robił. Badania USG przeprowadzone u dzieci w Centrum Zdrowia Matki w Łodzi nie wykazały żadnych typowych zmian pocovidowych w obrazie płuc. To sugerowało, że ich układ oddechowy jest bezpieczny ze strony koronawirusa. Jednak już w marcu 2020 roku w Nowym Jorku zaobserwowano dziwne powikłania pocovidowe występujące u dzieci, w tym tych najmłodszych. Wkrótce podobne obserwacje potwierdziły szpitale pediatryczne w różnych państwach na świecie.

 

PIMS

Powikłania pocovidowe zdefiniowano jako wieloukładowy zespół zapalny u dzieci ( MIS-C ) lub pediatryczny zapalny zespół wieloukładowy ( PIMS / PIMS-TS ). PIMS to rzadka choroba ogólnoustrojowa, za którą odpowiedzialny jest wirus SARS-CoV-2. Chorobę ciężko jest zdiagnozować. Początkowo występuje jedynie wysoka gorączka typowa dla wielu chorób, które mają dzieci. Zaniepokojenie lekarzy pojawia się dopiero, gdy gorączka okazuje się lekooporna. To w wielu przypadkach już za późno, aby uniknąć konsekwencji wielonarządowych u dzieci. Przede wszystkim dochodzi do nieprawidłowego przepływu krwi w organizmie. Lekarze określają go wstrząsem. W następstwie dochodzi do niewydolności jednego lub więcej narządów. Niektórzy lekarze wiążą PIMS z chorobą Kawasaki, podczas której dochodzi do zapalenia naczyń krwionośnych w całym organizmie.

 

 

Uporczywa, wysoka gorączka

Gdy uporczywie wysoka gorączka nie reagująca na leki, to sygnał, żeby sprawę choroby dziecka potraktować poważnie. Należy jak najszybciej skontaktować się z pediatrą lub z pogotowiem ratunkowym przedstawiając dokładnie co nas zaniepokoiło. Rozpoznanie jest o tyle trudne, że pierwsze objawy mogą sugerować problemy ze strony układu pokarmowego. Nie pomoże również testowanie dziecka na obecność koronawirusa. Zespół PIMS jest skutkiem wcześniejszego zakażenia. Mogło ono być na tyle dawno, że badanie wyjdzie negatywne. Objawy towarzyszące wysokiej gorączce mogą być różne. Może to być ostry ból brzucha z biegunką i wymiotami, ogólne zmęczenie i bóle mięśniowe, obniżone ciśnienie krwi. Węzły chłonne są powiększone. Dochodzi do obrzęku dłoni i stóp, pojawiają się tak zwane palce covidowe. Język robi się truskawkowy, oczy są różowe, na ciele pojawia się wysypka. W PIMS mogą pojawić się różne zaburzenia psychiczne. Dzieci z rozpoznanym zespołem PIMS trafiają na oddziały intensywnej pomocy OIOM.

Następstwa PIMS

Śmiertelność z powodu PIMS nie przekracza 2%. Pojawiają się jednak powikłania związane z niewydolnością pracy serca, układu oddechowego, uszkodzeniem nerek, wątroby. Problemy z nadmierną krzepliwością krwi prowadzą do zapalenia mięśnia sercowego i nieprawidłowościami w tętnicach wieńcowych.

Leczenie PIMS

Wiedza na temat PIMS ciągle się pogłębia. W przypadkach, gdy udało się prawidłowo zdiagnozować chorobę stosowano przede wszystkim silna terapię przeciwzapalną z podawaniem dożylnym immunoglobuliny. Dodatkowo chorym dzieciom podawany jest tlen. Tak wygląda leczenie ad hoc. Nie wiadomo jednak jakie objawy pojawią się u tych chorych za kilka miesięcy.

 

PIMS w Polsce

Do niedawna PIMS traktowano jako przypadki nie istotne w statystyce zachorowań na Covid19. W Polsce nie ma teraz testowania na obecność koronawirusa, osób u których nie występują objawy chorobowe, i to cztery na raz. Nie wiemy ile dzieci w Polsce przechorowało tę chorobę bezobjawowo. Jak oceniono w USA i Wielkiej Brytanii na zespół PIMS choruje jedno dziecko na 1000, które przeszło zakażenie wirusem SARS-CoV-2. U nas nie wiemy jaka to będzie ilość. To tykająca bomba z opóźnionym zapłonem.

Nieprzewidywalny przebieg choroby

Również u dorosłych, którzy przeszli Covid19 zaobserwowano podobny do PIMS stan wieloukładowego zespołu zapalnego MIS-A. Mówił o tym premier Morawiecki podczas prezentacji Pilotażowego Programu Rehabilitacji dla osób po przebytym COVID-19. Przebieg choroby wywołanej koronawirusem jest mało przewidywalny. Stan bezobjawowy dynamicznie może przekształcić się w stan wymagający pomocy tlenoterapii. Chwilowa poprawa stanu zdrowia nie gwarantuje pokonania choroby. Z tego powodu pacjenci, którzy przechodzą chorobę w domach są zaopatrywani w pulsoksymetry. Z jednej strony takie działanie odciąża rząd i szpitale, z odpowiedzialności za dużą śmiertelność w Polsce. To typowe zagranie PR-owe daje iluzoryczne wrażenie, że rząd panuje nad pandemią. Z drugiej strony pacjenci w domach bez przerwy zarażają członków rodziny i osoby, które nimi się opiekują. Pandemia rozwija się w najlepsze, a premier w tym czasie bez ustawy, nielegalnie zakazuje chodzenie po ulicach w sylwestrową noc.

Pulsoksymetr

Pulsoksymetry dają iluzję poczucia bezpieczeństwa osobom zarażonym SARS-CoV-2. Aplikacja na smartfonie monitoruje w trybie ciągłym poziom wysycenia krwi (hemoglobiny) tlenem, jak również częstotliwość pracy serca – puls. Wartość krytyczna saturacji krwi daje sygnał do automatycznego wzywania pogotowia ratunkowego. Tak przynajmniej ma to wyglądać w teorii. Pomijając awarie systemu, czy urządzenia, to przecież jak ktoś się dusi, jak traci przytomność z niedotlenienia to bez pulsoksymetru wie, że potrzebuje pomocy. Jaka jest pewność, że aplikacja skutecznie i na czas wezwie na pomoc ratowników medycznych. W następstwie tego mamy najwyższą w Europie umieralność na Covid-19, a rząd nic z tym nie robi. Lekarze, nawet ci co doradzają premierowi mówią głośno: „Polacy chorzy na Covid-19 za późno trafiają do szpitali!” Leżą w domach bawiąc się pulsoksymetrem, czują się niby dobrze, a umierają. To przeniesienie odpowiedzialności za wysoką śmiertelność na chorych! Za taką politykę Ministerstwa Zdrowia na pewno ktoś, kiedyś odpowie przed sądem.

 

MIS-A

Eksperymenty z leczeniem w domach osób zarażonych koronawirusem nie kończą się dobrze. Wydłużają okres choroby z ubogim natlenieniem organizmu. Dlatego podobnie jak u dzieci, które przechodzą pandemię bezobjawowo, takie same zespoły zakażenia wielonarządowego (MIS-A) pojawiają się u dorosłych. W wielu przypadkach jest to związane z długą penetracją organizmu przez wirus SARS-CoV-2. Według Europejskich i amerykańskich statystyk powikłania MIS-A dotyczą 10 % ozdrowieńców, zwłaszcza tych u których przebieg choroby był ciężki. Nie ma żadnych dowodów, że powikłania nie wystąpią również u innych zakażonych. W Niemczech przebadano dwustu ozdrowieńców i co drugi miał problemy z sercem. U osób które przedtem nie chorowały pojawia się zakrzepica, choroba wieńcowa, arytmia i zapalenie mięśnia sercowego. Już wiemy, że przebycie koronawirusa nie daje pełnej odporności na powtórne zachorowanie wirusem SARS-CoV-2. Statystycznie odporność po przechorowaniu Covid-19 jest jedynie na okres pół roku.

Dlatego lekarze-zakaźnicy powtarzają, że jedyną gwarancją uodpornienia przed koronawirusem są szczepionki.

 

Dolegliwości ozdrowieńców

Najczęściej ozdrowieńcy mają problemy przez kilka tygodni po uzyskaniu testów negatywnych. Występują u nich duszności, uporczywy kaszl, ogólne osłabienie organizmu. Objawy pocovidowe mogą też być różne. Podobnie jak u dzieci pojawia się u nich wysypka i tak zwane palce covidowe. To są różnego rodzaju przebarwienia przypominające odmrożenia. Znany jest przypadek, gdy ozdrowieńcowi kilka tygodni po pobycie w szpitalu powypadały włosy. Niektórzy lekarze zrzeszeni w agencji zdrowia NHS  twierdzą, że 1/3 pacjentów na stałe będzie mieć problemy z wydolnością płuc. Taki stan będzie powodował u nich chroniczne zmęczenie, a w następstwie zaburzenia psychiczne. W następstwie u ozdrowieńców wystąpi zwiększona podatność na choroby typu Alzheimer.

 

Mgła mózgowa

Coraz więcej lekarzy obserwuje występowanie u ozdrowieńców tak zwanej „mgły mózgowej”. Mgła mózgowa to potoczne, niemedyczne określenie zespołu objawów związanych z nieprawidłową pracą mózgu. Pacjenci pocovidowi cierpiący na mgłę mózgową zgłaszają do lekarzy niewystępujące u nich wcześniej powikłania. Mają silne zawroty głowy. Tracą funkcje poznawcze. Mają problemy z koncentracją i koordynacją myśli. Nie poznają bliskich, mają zaniki pamięci, zapominają fakty z ich dotychczasowego życia. Łatwo gubią się w wcześniej znanym im terenie. To wszystko powoduje, że nie są w stanie prawidłowo funkcjonować w społeczeństwie. Badaniem takich powikłań od kilku miesięcy zajmują się między innymi Wydział Nauk o Mózgu na University College London w Londynie, czy Oddział Neurologii Zakaźnej w Northwestern Medicine w Chicago.

 

 

Wprawdzie odsetek ozdrowieńców cierpiących na mgłę mózgową jest nieznaczny, to niektóre badania sugerują, że w najbliższym czasie na takie objawy będzie cierpieć 20% ozdrowieńców. We Francji wyniki były jeszcze bardziej alarmujące. Na przebadanych 120 ozdrowieńców, którzy opuścili OIOM u 34% wystąpiły problemy z utratą pamięci, a 27% miało problemy z koncentracją myśli. Problemy nie ustąpiły nawet kilka miesięcy po opuszczeniu szpitala. O tym, że istnie prawdopodobieństwo, że wirus SARS-Cov-2 może pośrednio uszkadzać mózg wiadomo było od początku pandemii. Przecież jednym z pierwszych objawów u chorych na Covid-19 jest utrata węchu. Nie prowadzi się badań potwierdzających, że koronawirus bezpośrednio atakuje mózg. Faktem jest, że dłuższa penetracja organizmu przez wirusa, a przede wszystkim przedłużające się niedotlenienie mózgu wywołane upośledzoną pracą płuc, oraz zakrzepica wpływa na prawidłową pracę mózgu. 

 

Rehabilitacja pocovidowa

Ozdrowieńców opuszczających OIOM czeka długa walka ze skutkami jakie pozostawił w ich organizmach koronawirus. Mają przede wszystkim problemy z oddychaniem i uporczywym kaszlem. Wymagają szeregu badań kardiologicznych by ocenić stan pracy ich serca. Borykają się z problemami w ich zdrowiu psychicznym, powikłaniami takimi jak mgła mózgowa. Niemal wszyscy cierpią na zespół stresu pocovidowego. To dobrze, że doradcy premiera Morawieckiego zwrócili mu na to uwagę tworząc w Polsce Pilotażowy Program Rehabilitacji dla osób po przebytym COVID-19.

W ramach tego programu powstał w Szpitalu Specjalistycznym Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji w Głuchołazach oddział zajmujący się rehabilitacją pocovidową. Według programu czas trwania rehabilitacji wynosi maksymalnie 21 dni. Głównym celem rehabilitacji jest poprawa wydolności oddechowej i krążeniowej poprzez ćwiczenia fizyczne przygotowane przez Instytut Fizjoterapii Politechniki Opolskiej. Zadaniem szpitalnego psychologa jest rozwiązanie problemów związanych ze stanem psychicznym ozdrowieńców. Program „ruszył” od 1 września 2020 roku, ale brak jest do tej pory jakichkolwiek publikacji na temat osiągnięć jakie przynosi rehabilitacja. Według strony internetowej szpitala pierwsze zaproszenie skierowane do ozdrowieńców pojawiło się dopiero 13 listopada 2020. 

Ogłoszenie brzmi jak zaproszenie osób, które pokonały koronawirusa na wypoczynek w Górach Opawskich.

Udostępnij:
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on Facebook
Facebook
Admin

Written by Admin

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.