W listopadzie  2022 roku w wieku 48 lat zmarł Igor Sypniewski, piłkarz z Łodzi. Koledzy nazywali go Sypkiem. Był wychowankiem ŁKS-u w którym w ciągu 15 letniej kariery sportowej grał kilkukrotnie. Najbardziej udane występy miał w latach 2005-2006. Wówczas w 46 meczach zdobył 16 bramek. To między innymi dzięki niemu ŁKS powrócił do Ekstraklasy. W meczu ze Świtem Nowy Dwór Sypniewski strzelił trzy bramki. Grał również w Wiśle Kraków, Ceramice Opoczno, RKS Radomsko. Występował również w Grecji i w Szwecji. Najdłużej w Panathinaikos AO Ateny i Halmstads Bollklubb. Zagrał również w dwu meczach reprezentacji Polski. W meczach towarzyskich w 1999 i 2001 roku. Komentatorzy sportowi mówią o nim, że był przykładem zmarnowanego talentu. Papierosy, alkohol, psychotropy. Do tego hazard. Wywoływał awantury. Znęcał się nad rodziną. Po 1,5 rocznej odsiadce w więzieniu w 2009 roku chciał wrócić do sportu. ŁKS dał mu szansę, niestety po roku Igor sam zrezygnował. Jego depresję pomogli mu opisać łódzcy dziennikarze Żelisław Żyżyński i Paweł Hochstima w autobiografii „Zasypany. Życie na zakręcie”. Książka ukazała się w 2014 roku.

Alkoholizm

„Wiecie skąd biorą się te piłkarskie nałogi? Z nudy. Zawodowy piłkarz, jeśli nie ma jakiejś pasji albo przynajmniej trójki dzieci, to głównie się nudzi (…) Tak, hazard i alkohol w dużej mierze biorą się z nudy”- takie wyznanie przeczytamy w jego biografii. Przyznaje się: „Silne leki psychotropowe zapijałem alkoholem „. W swojej książce Igor zwierza się, że jest alkoholikiem, ale nie pije już dwa lata. Alkohol sprawiał mu frajdę, gdy grał w Wiśle Kraków. Gdy grał w Grecji i Szwecji pomagał mu w rozłące z krajem. Jak był w Panathinaikosie w latach 1998-2000 uświadomił sobie, że jest alkoholikiem. Nie mógł zasnąć bez alkoholu, do tego pojawiło się drżenie rąk, gdy był trzeźwy. Pił codziennie, a gdy podczas jednego z meczy złamał rękę nałóg się nasilił. Rodzice namawiali go na terapię, ale nie chciał dać się zamknąć w szpitalu psychiatrycznym. W 2007 trafił do zakładu zamkniętego za problemy z prawem. Jak pisze w swojej książce w 2012 roku definitywnie przestał pić.

 

Przyczyna depresji

Początki depresji Igor zauważa gdy występował w Wiśle Kraków. Uzależnienie od alkoholu zaczęło odbijać się na jego zdrowiu psychicznym. Dziennikarze zaczęli pisać o jego problemach alkoholowych i absencjach w treningach opłacanych przez ZUS. A przecież depresja to poważna choroba. W marcu 2002 roku pojawiły się stany lękowe i przedłużone okresy braku świadomości. Jedynym lekarstwem stał się alkohol połączony z psychotropami. To jeszcze bardziej potęgowało jego depresję. Wiedział że depresja to choroba, która może towarzyszyć mu do końca życia, a mimo to nie dawał sobie rady żeby się jej pozbyć i wyjść z uzależnienia.

Próba samobójcza

Od piłkarza oczekuje się pełnej dyspozycji na boisku, a przede wszystkim wyników, co w przypadku napastnika musi przekładać się na ilość strzelonych bramek. W Panathinaikosie strzelił ich osiem w 53 meczach. W Wiśle Kraków tylko jedną w 6 meczach. Gdy grał w Halmstads BK strzelał bramkę w co drugim meczu. W sumie 10 bramek w 21 meczach. Mimo to ciągle miano do niego pretensję. Chciał się od tego uwolnić, popełnić samobójstwo. Połkną wszystkie psychotropy, które miał przy sobie i popił dużą ilością alkoholu. Obudził się po czterech dniach spędzonych w szpitalu w Halmstad na oddziale intensywnej terapii. Po tym zdarzeniu wziął się w garść i w następnym sezonie grając w Malmö FF zdobył z nimi mistrzostwo Szwecji strzelając dwie bramki.

Zdjęcie ze strony gol24.pl

 

 

 

 

 

 

 

 

Zniewolony przez depresję

Alkohol z psychotropami, alkohol  z anticolem to strasznie odbija się na zdrowiu. Pierwsze połączenie niszczy układ nerwowy, drugie dewastuje wątrobę. Pojawiły się problemy zdrowotne, w końcu udar mózgu. Jakby tego było mało Igor nie panuje nad sobą po alkoholu. Brał udział w bójce kiboli ŁKS-u z policją, jeździł samochodem w stanie upojenia alkoholowego, do tego dochodzi przemoc domowa i awantury sąsiedzkie.
Do końca życia próbował wyjść z depresji. Pomagali mu koledzy z ŁKS-u. Szukali dla niego miejsca w jego drużynie. Trenował z juniorami, doradzał seniorom. Były plany, aby został asystentem trenerów. Niestety z czasem depresja wygrywała. Zapału i chęci starczało jedynie na kilka dni.
Po latach mówił w jednym z wywiadów „. Przez alkohol straciłem wszystko.
Nawet nie mam już kumpli. Tylko najbliżsi przy mnie zostali Ojciec i Matka”.

Zaburzenia depresyjne sportowców

Duże obciążenie fizyczne przy jednoczesnej presji na osiąganie optymalnych wyników przekłada się bezpośrednio na pojawienie stanów depresyjnych i lękowych. To dlatego wielu sportowców na stałe współpracuje z psychologami sportu. Chodzi o to żeby prowadzić ich w stanie równowagi psychicznej. Nie dopuścić do pojawienia się stanów depresyjnych. W tym stanów prowadzących do alkoholizmu, czy nadużywaniu leków psychotropowych lub narkotyków. Zdrowie psychiczne sportowca odgrywa bardzo ważną rolę. Współzawodnictwo, walka o sukces nie może wpływać na zaburzenia nastroju. Zbyt wysoko postawiona poprzeczka zwiększa ryzyko pojawienia się zwatpienia, rezygnację, w końcu prowadzi do depresji. Odporność na stres, lęk przed porażką, na niższy poziom formy jest tak samo ważna jak trening poprawiający sprawność fizyczną. Tylko tak przygotowany sportowiec jest gotowy do wyczynowego uprawiania sportu i brania udziału we współzawodnictwie.
O swoich problemach z depresją pisze również w swoim pamiętniku inny piłkarz – Dawid Janczyk. Jak widać on ciagle uprawia sport zawodowy. Czyli jemu się udało. Depresja występuje również u innych sportowców. Do powszechnej wiadomości publicznej trafiają nieliczne przykłady. Przed laty ze swoją depresą walczył Wojciech Fortuna, Andrzej Iwan, Jolanta Molenda, a za granicą Mike Tyson, Matti Nykaenen i wielu innych. Zaburzenia depresyjne u sprotowców to poważny problem. Dlatego bardzo ważna jest profilaktyka.
Udostępnij:
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on Facebook
Facebook
Admin

Written by Admin

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.